Wewnętrzne demony - cz.1 (czyli jak zgłupieć i oszaleć)
Każdy z nas posiada swój problem. Małą kulkę żalów, bólu, gniewu i frustracji, która z każdym dniem powiększa się. Rośnie w zaskakująco szybkim tempie do tego stopnia, że dajemy się jej omamić.
W końcu złe emocje przejmują nad nami kontrolę. Przestaje docierać do nas światło dzienne, a umysł ogarnia mrok. Odczuwamy tylko to, co negatywne. Szklanka nie jest, ani do połowy pełna, ani do połowy pusta. Poprostu jest i tyle, nic szczególnego. Tak samo wszystko inne jest bez znaczenia.Już dawno nie wyczekujesz słońca, choć tak naprawdę wmawiasz innym, że go potrzebujesz. Czekasz tylko na okropną pogodę, gdy możesz zaszyć się w swoich czterech ścianach i zacząć walkę z własnymi myślami. Zaczynasz już utożsamiać się z kroplami deszczu. Jesteś zupełnie jak one - spadasz i rozpryskujesz się, aby potem wstać i znów spaść. Czujesz jak każdego kolejnego dnia rośnie kamień na twoim sercu i zakrywa wszystkie dobre momenty. Przestajesz dostrzegać piękno wokół ciebie. Widzisz jedynie otaczający Cię ciemny dym, który przysłania twoje słońce.
Po pewnym czasie nie widzisz już nic. Gubisz swoją własną cząstkę idealizmu. Patrząc w lustro nie ma już prawdziego Ciebie. Jest tylko suche odbicie kogoś takiego samego na zewnątrz, a pustego w środku. Nakładasz na twarz swój uśmiech numer 5 i wychodzisz. Nie masz ochoty patrzeć na nikogo. Jednak starasz sie utrzymywać wszystkie kontakty, nie potrafisz kogoś odtrącić. Z czasem coś się psuje i odpuszczasz. Odsuwasz się od wszystkich.
Twoja głowa w środku pulsuje wręcz od natłoku myśli. W końcu staje się najgorsze, odtrącasz wszelkie uczucia. Pozwalasz, aby ciskano w Ciebie najgorszymi epitetami, słuchasz o tym, jak bardzo się zmieniłaś. Przechodzisz obok tych słów obojętnie i udajesz, że nic się nie stało.
Udajesz, bo już nawet nie potrafisz pokazać jak bardzo te słowa trafiają do Ciebie. Znów znika szara codzienność, a narasta czarna pustka z nowymi-starymi uczuciami. Po czasie, kiedy nie czułaś nic masz nadzieję na prawdziwą radość. Jednak to byłoby za piękne. Znów wokół ciebie tylko smutek i złość.
Nie śpisz w nocy, bo nie możesz. Męczą Cię wyrzuty sumienia, jesteś na wyczerpaniu psychicznym. Masz mnóstwo nowych obowiązków. Stajesz się jak twoje odbicie w lustrze. Już nie walczysz z samą sobą. Poddajesz się złym emocjom, egzystencjalna czarna dziura pochłonęła twoją duszę.
Kiedy już czujesz się martwa w środku, ktoś rozpala twoje wewnętrze ognisko. Dociera w głąb ciebie i przebija wszelkie mury, łamie lody. Zaczynasz czuć coś więcej niż negatyw tego świata. Zakochujesz się.
Wraca twoja wiara, a na twarzy pojawia się szczery uśmiech. Już nie okłamujesz ludzi z tym, że jest dobrze. Nie musisz, poniewać tak jest naprawde. Jednakże z czasem znów coś się z Tobą dzieje. Nie cieszysz się z wszystkiego. Twoja kula myśli odradza się. Popadasz w kanion bólu i rozpaczy.
Lecz tym razem chcesz to zwalczyć. Masz już swoje sposoby, nauczyłaś się żyć z tym. Kiedy wydaje Ci się, że znowu wracasz do żywych opuszcza Cię twoje wewnętrze ognisko. Płomień zgasł zostawiając tylko popiół.
Popiół, który zdmuchnięty przez lodowaty wiatr znów oplata Cię ciemną mgłą wspomnień i bólu. Ale tym razem z podwojoną siłą..
Brzmi przerażająco? To nic takiego, przecież ,,przejdzie z wiekiem", nieprawdaż?
To cała aluzja tego, co odczuwam ja. Mija kolejny rok z rzędu mojej depresji. Pisze na o tym na blogu, bo już nie mam do kogo. Czemu napisałam, że to aluzja? Ja sądze, iż wyżej opisane odczucia do tylko żartobliwe nawiązanie do drogi piekielnych myśli, nawiedzających każdego z poczuciem 'doła' sentymentanlnego. Zaraz, zaraz. To już nie dół, to już zdecydowanie kanion.
Chciałabym was wszystkich serdecznie przeprosić za moją długą nieobecność. Za każdym razem to samo. Przytłaczający post, przeprosiny, obietnica poprawy, a dalej jest jak było. Rutyna wkradła się w moje codzienne sprawy. Tym wpisem chciałabym was zmotywować do wszelkich zmian. Nie bójcie się stawiać kroków w nowym kierunku, nie żałujcie swoich decyzji, nie rozpaczajcie po rozstaniach. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Musimy nauczyć zmagać się z wewnętrznymi potworami, które tylko czekają, aby zbudzić się i wyniszczać nas od środka.
Na blog "wjeżdża" nowa seria. Wewnętrzne demony mają uzmysłowić wam, że każdy człowiek,nawet ten na pozór najszczęśliwszy, posiada swoje potwory, które ujawniają się w najmniej oczekiwanych momentach. Na ten moment wszystko ode mnie. Blog pochłania mrok uczuciowy. Nie wiem czy dam rade wrócic jeszcze do tych bardziej radosnych postów. Trzymajcie za mnie kciucki! Miłego dnia kochani!


Komentarze
Prześlij komentarz